Majówka na filmowo, czyli co oglądać, gdy ma się dziewięć dni wolnego…

Zapowiada się najcieplejsza majówka od lat, dlatego też tradycyjne grillowanie/wylegiwanie się na plaży/uczestniczenie w pochodach/chodzenie na miejskie „eventy” być może trzeba będzie zamienić na bunkrowanie się w domowym zaciszu. Warto wtedy nadrobić zaległości w tekstach kultury – przeczytać od dawna odkładane do przeczytania książki, wciągnąć na jednym oddechu cały serial (Młodego papieża albo Black Mirror) albo gdy za oknem padać będzie deszcz majowy obejrzeć dobre kino.
Dziś propozycja dla tych, którzy nie chcą po raz kolejny oglądać hitów Polsatu/TVN-u czy innego Pulsu – dziewięć bardzo różnych tytułów, po jednym na każdy dzień. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie – a jeśli nie, zawsze można zrobić sobie maraton z Jar-Jarem…

Czytaj dalej

LEONARDY 2015

2017 rok już w pełni, czas zatem przejść do przyznania naszych nagród dla najlepszych filmów… 2015 roku. Wiemy, że w tym roku mamy nieprawdopodobną obsuwę, ale mamy też dobre uzasadnienie (trzeci członek kapituły okazał się być niezwykle zajmujący…), poza tym udało nam się obejrzeć dzięki temu chyba wszystkie istotne produkcje 2015 roku. Pod lupę wzięliśmy blisko 200 (!!!) filmów – to absolutny rekord w momencie ogłaszania nagród. Na pierwszy rzut oka poziom ubiegłorocznych tytułów wydaje się być niższy, niż w latach poprzednich (zwłaszcza w roczniku 2009 i 2011), a przyznajemy je już po raz ÓSMY Z RZĘDU (!), kilka ciekawych propozycji udało się jednak wyłowić, a poziom w niektórych kategoriach był naprawdę wysoki.
Zasady przyznawania nagród i nominacji są identyczne, jak w latach ubiegłych, nastąpiła jednak jedna, KLUCZOWA zmiana. W związku z dołączeniem do naszej Akademii Filmowej nowego członka (tym samym jest to AF Czipsów Trzech), postanowiliśmy zmienić nazwę naszych nagród z Baldwinów na… LEONARDY. Powody takiej nazwy są dwa: z jednej strony chcemy uhonorować naszego ulubionego współczesnego aktora, który tym samym stał się „twarzą” nowej wersji naszych nagród, z drugiej zaś jego imię idealnie nawiązuje do imienia nowego Czipsa :).
Nie wdajemy się w szczegóły i przechodzimy do meritum, czyli ogłoszenia
nominowanych i zwycięzców.
Zapraszamy do lektury – i oglądania polecanych przez nas filmów!

leonard-statuetka

Czytaj dalej

Księga tysiąca i jednej mocy – 9. „Amadeusz”

amadeuszWariacja na temat życia Mozarta to dla mnie kwintesencja kina – jest tu wszystko, za co uwielbiam oglądać filmy: porywająca historia, wielkie aktorstwo, wspaniała oprawa (muzyka rozsadza ekran z równą siłą, co śmiech Wolfiego). Forman maluje tytułowego bohatera jako ekscentrycznego geniusza, którego wielkość jest w stanie docenić jedynie traktujący go jak swoje nemezis Salieri – rzemieślnik pozbawiony bożej iskry, który już w pierwszej scenie przyznaje się, że „zabił Mozarta”. Ten jednak, wbrew tym słowom i na przekór przejmującemu finałowi filmowej opowieści, jest wiecznie żywy.

Czytaj dalej

Księga tysiąca i jednej mocy – 8. „Zakochany bez pamięci”

7522344.3Długo zastanawiałem się, którą scenę z filmu wybrać, ostatecznie jednak dotarło do mnie, że nie można Zakochanego sprowadzać do wyrwanych momentów – to film, którego siła tkwi w ujęciu całości, od pierwszych minut igra bowiem sobie z naszymi filmowymi przyzwyczajeniami, by w finale chwycić za gardło i już nie puścić. Nie ma też chyba drugiego takiego filmu o miłości, choć filmowi jest równie daleko do melodramatu czy komedii romantycznej, co polskiemu tłumaczeniu do oryginalnego tytułu. Duet Gondry-Kaufman i wspaniale dobrana para Carrey-Winslet dają nam historię, która broni się na każdym poziomie – od sięgającej po surrealistyczne chwyty wyprawy wgłąb ludzkiego umysłu, przez kostium sci-fi, po traktat o ludzkiej pamięci. Przede wszystkim jest to jednak poruszająca opowieść o tym, jak trudno jest nam być z drugim człowiekiem i jak trudno zarazem jest być samemu – chyba żaden inny film o tak oczywistych sprawach nie mówi w tak nieoczywisty sposób…

Czytaj dalej

Księga tysiąca i jednej mocy – 7. William Szekspir, „Hamlet”

hamlet-01Długo by o Hamlecie pisać – tyle tu wątków, poruszanych problemów i klasycznych już motywów, że nie sposób ich w tak krótkim tekście ogarnąć. Co szczególnie uderza podczas czytania Hamleta? Ogromna ilość fraz, zdań i całych wypowiedzi, które na dobre utkwiły w świadomości językowej i przesiąknęły do kultury – W tym szaleństwie jest metoda, Reszta jest milczeniem, Słowa, słowa, słowa czy sławetne Dania jest więzieniem. Co kawałek inny smakowity „tekst” i tylko uśmiechamy się pod nosem – „ej, znam to!” Uważna lektura tragedii Szekspira to prawdziwa przyjemność, a historia mimo upływu lat jest niesamowicie poruszająca, sama tragedia zaś pozostaje jednym z najbardziej wpływowych dzieł literatury światowej i chyba największym osiągnięciem Williama Szekspira.
Kimkolwiek by nie był…

Czytaj dalej

Księga tysiąca i jednej mocy – 6. Offenbach, „Infernal Galop”

indeksDziś jeden z najbardziej energetycznych „kawałków” muzyki klasycznej, czyli „Piekielny galop” z „Orfeusza w piekle”. Jeśli na moment zapomnicie o „kankanie” i spróbujecie wysłuchać Offenbacha na pełnym regulatorze, to muzyczny odlot macie w kieszeni – narastająca dramaturgia tego utworu jest niesamowita, a osiągalna w pewnych partiach moc przebija wszystko, co może zaproponować współczesna muzyka popularna.
Poza tym przy żadnym innym utworze tak dobrze nie tańcuje się z niemowlakiem 🙂

Czytaj dalej

Księga tysiąca i jednej mocy – 5. Kurt Vonnegut, „Rzeźnia numer 5”

352x500Wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę.

Tak zaczyna się jedna z najbardziej niezwykłych książek XX wieku, która za każdym razem, gdy po nią sięgam, robi na mnie piorunujące wrażenie. Opowieść o losach Billy’ego Pilgrima, niezbyt rozgarniętego młodego Amerykanina, który jako jeden z nielicznych przeżył bombardowanie Drezna przez aliantów podczas II wojny światowej (to echa przeżyć samego autora), jest dla Vonneguta przyczynkiem do rozważań na temat ludzkiej natury i tego, co kieruje naszym losem. Cała historia zaś ubrana jest w zaskakujący kostium sci-fi: Billy bowiem, w różnych traumatycznych momentach swojego życia, co jakiś czas „wypada z czasu”. Raz znajduje się w bombardowanym Dreźnie, innym razem w dniu swojej śmierci, jeszcze kiedy indziej na planecie Tralfamadorii, gdzie staje się obiektem obserwacji kosmitów, od których uczy się zupełnie innego postrzegania czasu. Ta fragmentaryczność narracji znajduje swoje odzwierciedlenie także w strukturze powieści – składa się ona bowiem z wielu epizodów ułożonych w mozaikową całość.
Czytaj dalej

Księga tysiąca i jednej mocy – 4. „Indiana… Let it go”

7211118.3Indiana Jones i ostatnia krucjata to moja ulubiona część przygód Indy’ego i jeden z tych filmów dzieciństwa, który w znacznej mierze ukształtował mój filmowy gust.
Może i jest tu mniej ikonicznych „momentów” niż w równie genialnych Poszukiwaczach zaginionej Arki, ale za to jest Sean „Szon” Connery jako ojciec (z tym swoim wspaniałym „Dżunior!”), jest chyba najważniejszy artefakt naszego kręgu cywilizacyjnego i jest Nowa Przygoda pełną gębą. Tym jednak, co podczas każdego seansu porusza mnie najbardziej, jest pamiętna scena „kuszenia” – gdy nasi bohaterowie zdołali już wynieść Graala z krypty. Nagle pęka podłoga, kielich spada w szczelinę, a Elsa trzymając się krawędzi próbuje po niego sięgnąć. Chwilę później to samo robi Indy, ale od niechybnej śmierci ratuje go, jakże by inaczej, Henry Jones Senior.
I to jest ten moment, w którym magia kina dosłownie rozsadza ekran, a my czujemy ciarki na plecach…

Czytaj dalej